Wy dwoje, blask świec, dobre wino i przepyszne jedzenie. Wspólna kolacja może być wyjątkową, niezapomnianą chwilą dla was obojga. Na pewno słyszeliście już kiedyś powiedzenie „we dwoje smakuje lepiej“. Posiłek zjedzony przy ukochanej osobie staje się prawdziwą ucztą dla podniebienia. Podobnie gotowanie w samotności, tylko dla siebie nie jest przyjemne, a i smak potraw przestaje być wyjątkowy. W przygotowywanie potrawy nie wkładamy serca i większość czynności robimy automatycznie. Gdy z kolei towarzyszy nam druga osoba nawet zwykłe jabłko jest równo pokrojone i smakuje przepysznie.
Chyba najbardziej romantycznym posiłkiem jest kolacja. Wieczorne godziny, gdy zapada zmierzch, atmosfera robi się coraz gorętsza, a w perspektywie mamy długą magiczną noc…
Jednak, aby ten wieczór był faktycznie wyjątkowy musimy go należycie przygotować. Przede wszystkim zadbajmy o właściwy nastrój. Wszystkie światła powinny być zgaszone, aby blask świec subtelnie oświetlał wnętrze pokoju. Właściwe oświetlenie to nie jedyny warunek udanej kolacji, ważne jest także miejsce. Może będzie to kuchnia, pokój, a może w swoich poszukiwaniach stwierdzimy, że najlepszy do romantycznej kolacji będzie balkon? Przystrojony choinkowymi światełkami balkon, migające gwiazdy, księżyc i lekki powiew ciepłego wiatru będą sprzyjać budowaniu intymnej atmosfery.
Jeśli zadbalismy już o właściwą atmosferę, dobraliśmy odpowiednią muzykę, teraz musimy zająć się wyborem dań. Nie chodzi o to, by były wyszukane, ponieważ to my będziemy główną atrakcją wieczoru, ale to co mamy na talerzu będzie smakowitym uzupełnieniem. Warto pamiętać o afrodyzjakach. Najsilniejszymi z nich są m.in. owoce morza, kakao, szampan. Aby danie główne rozpaliło nasze rządze można dodać lubczyku, bazylii czy też cynamonu.
Jednak najważniejsza jest łącząca nas więź. Jeżeli nie potraficie gotować, zawsze możecie skorzystać z możliwości zamówienia dania przez internet czy telefon. Różni dostawcy oferują
usługi cateringowe, dzięki którym nie musimy martwić się, że coś przypalimy czy ukochana osoba zastanie nas umorusanych masą do ciasta z brudnymi naczyniami w zlewie. Zamawiamy i lada chwila mamy naszą kolację na talerzach.
Skomplikowana miłość: Kiedy „nie” znaczy „tak”
Po wielkiej kłótni jest w nas złość, żal. Mamy ochote krzyczeć, ale krzyk grzeźnie nam gdześ w gardle. Staramy siᶒ stłumić płacz, aby nie rozmazać makijażu, ale później jest nam już wszytko jedno. Potoki łez spływają po policzkach mieszając siᶒ z maskarą.
Scena kłótni małżeńskiej: ona zaczyna płakać z bezradności, on macha rᶒka i wychodzi, albo w ogóle ignoruje jej chᶒć do analizy sytuacji, zamyka siᶒ i koniec. Tu ujawnia siᶒ nasza kobieca zdolność do dramaturgii. Zaczynamy zanosić siᶒ płaczem, chcemy zwrócic na siebie uwagᶒ . On nie reaguje. Jego kamienna postawa w obliczu naszego bólu, wzmaga naszą złość i rozpacz. W głowie zakrada siᶒ nam myśl: Czy mu już na mie nie zależy? W tej sytuacji stosujemy inny trick: rozstanie, aby zobaczyć jego reakcjᶒ. Jak mu zależy to zacznie coś robić dla związku, jak nie, to zaakceptuje decyzjᶒ. Ot taka niewienna gierka. Czyniac to, jesteśmy pewene, że to go przebudzi, że w obliczu myśli o utracie nas, zacznie siᶒ bardziej starać i świadomie podchodzić do pewnych spraw. Stosując taką taktykᶒ, mamy też w duchu nadziejᶒ, że jutro albo jeszcze wieczorem dostaniemy bukiet kwiatów na znak zgody. Jednak ku naszemu zdziwieniu, On akceptuje myśl o rozstaniu: wyrażając swoją aprobate w zimych słowach: jeżeli jest to, czego chcesz, niech tak siᶒ stanie. Nagle nie wierzymy własnym uszom, jak to, tak po prostu? A gdzie ten bukiet kwiatów?
Tu słowa zaczynają mieć ukryty sens. Poruszenie słowa „rozstanie” w kryzysowej sytuacji, kiedy czujemy siᶒ emocjonalnie zaniedbane, wcale nie znaczy, że chcemy siᶒ rozstać, tylko, że pragniemy trochᶒ wiᶒcej uwagi. W ten sposób chcemy zmusić naszego partnera do myślenia, jakby to bylo, gdyby nas nagle przy nim zabrakło. I gdy nagle mówimy: „odejdź”, pragniemy aby nas przytulił, uspokoił, otarl łzy. Tak, w duchu zawsze, chcąc nie chcąc, pozostaniemy niepoprawnymi romatyczkami.
Problem w tym, że nie wszyscy mᶒzczyźni mają tak rozwinietą inteligencjᶒ emocjonalną, aby móc to w pełni zrozumieć. W ich oczach jesteśmy histeryczkami. A tu nie o to chodzi. Bo przecież czasami, ot tak po prostu, słowa mają ukryte znaczenie, gdzie „rozstanie” nie znaczy „zerwanie wiᶒzi”, tylko: „proszᶒ zdaj sobie sprawᶒ, co dla ciebie znaczᶒ ja i nasz związek”. I czy zawsze konczy siᶒ to bukietem kwiatów, nieststy nie, czasem kończy siᶒ też prawdziwym rozstaniem. Tu „nie” znaczylo po prostu „nie”.
Miłość i związki: czy feministki oszukują same siebie?
Skrajne stwierdzenia typu: „mᶒżczyźni nie są mi do szczᶒścia potrzebni”sprawiają, że coraz wiᶒcej kobiet skupia siᶒ bardziej na karierze, niż na poszukiwaniu potencjalnego towarzysza zycia. Harmonia ying i yang traci na wartości, a czasem nawet traci racje bytu. Kobiety zawiedzione mᶒska dominacją, zaczᶒły odrzucać pierwiastek mᶒski ze swojego życia, dążąc do pełnej niezależności, nie tylko w sferze zawodowej, ale także i uczuciowej.
Już w starożytnych mitach podkreślano ważnosc jedności pierwiastka mᶒskiego i żeńskiego. Tylko dziᶒki spójności ich obu stan harmonii był możliwy, tak oto w starożytnych Indiach Sziwa nie mógł istnieć bez swojej żeńskiej czᶒści-Parvati. Dawniej też obowiązywały inne zasady, kobieta i mᶒżczyzna mieli jasno określone role: mᶒżczyzna szedł na polowanie, kobieta dbała o gospodarstwo domowe. Dziś współczesne kobiety, buntują siᶒ wobec narzconym rolom, i zamiast zostawać w domu i gotować, wolą iść na „polowanie”. Zmiany jakie zaszły na przestrzeni wieków w przpisywanych rolach maja swoje odzwierciedlenie w nowych definicjach związków, a nawet sprawiają, ze wiele osób wybiera życie singla.
Ale, czy kariera i pełna niezależność sprawiają, że jesteśmy szczᶒśliwsze? Jesteśmy przecież istotami socialnymi i potrzebujemy bliskosci innych ludzi, w tym i mᶒżczyzny. Czᶒsto, wczuwając siᶒ w role wyemancypowanych kobiet wstydzimy siᶒ przyznać, że potrzebujemy mᶒżczyzny w naszm życiu. Myślimy, że takim oto stwierdzeniem ogłaszamy publicznie naszą słabość. Ale czy przypadkiem, dążenie tak uparcie do niezależności, i podkreślanie jej na każdym kroku, nie jest ucieczką przed związkiem, czy nie z obawy przed rozczarowaniem bronimy siᶒ naszą emancypacją i niezależnością od mᶒżczyzn?
Spójrzymy na to z innej strony. Niezależność nie wyklucza bycia w związku, a nawet jest zdolna go polepszyć. Zapewne zapytacie, ale w jaki sposób? Otóż, niezależność w życiu, daje nam niezależność w związku, co sprawia, że nie wpadniemy tak łatwo w pulapkᶒ zależności (we wszystkich sferach życia) od partnera. Bycie w związku, bowiem, nie oznacza rezygnacj w dążeniu do kariery. Trzeba tylko kierować siᶒ arystotelową metodą złotego środka, a osiągniᶒcie usatysfakcjonowania w zawodze i w związku bᶒdze możliwe. Wtedy zdamy sobie sprawe, ze kariera i związek nie są terminami sprzecznymi.
Podświadomie każda kobieta, chcąc siᶒ do tego przyznać lub nie, pragnie poznać mᶒżczyznᶒ swojego życia. Taka jest już nasza natura ludzka, pierwiastek mᶒski i żeński muszą siᶒ połączyć, aby pełnia i harmonia były możliwe. Nawet skrajne feministki, odrzucając swoją kobiecość, aby udowodnić mᶒżczyznom, że ich nie potrzebują, czasem czują pustkᶒ.
